Ok. Zjadłem, żyję.
Kupa zabawy była juz podczas otwierania puszki. Robiliśmy to w domu, w garnku z wodą. Aromat momentalnie wypełnił pomieszczenie. Najpierw bardzo delikatny i bliżej nieokreślony, później sie nasilił i pachniało jak tetrowa pieluszka z niemowlęcą kupą. Gdy węch się przyzwyczaił to pachniało jak cebulka z kiszonych ogórków. Jednak to co widzimy na filmikach i czytamy w opisach jest bardzo przesadzone. Zapach można wytrzymać i się nie skrzywić. Ubaw po pachy
Czas zajrzeć do puszki. Widać w niej przyjemnie połyskujące w środku różowiutkie tuszki. Na szczęście mieliśmy filety i przyjemności z oprawiania rybek nie było. Wcześniej przygotowany chlebek z ziemniaczkiem, cebulką i śmietaną już czekał, ale grzechem byłoby nie spróbować prosto z centrali. Hops. Rybka do ręki i bez zastanowienia do ust. Zdziwienie. Nie było to smaczne, ale dało się przeżuć i połknąć. Słone z posmakiem owocu duriana czyli cebulka z gnijącym ciałem. Ryby to nie przypominało wcale. Później nałożyliśmy na kanapeczki. Także fajerwerków nie było. Zwykła, niedobra kanapeczka. Oczywiście łzy ze śmiechu leciały strumieniami
Po paru chwilach przyszedł czas na druga kanapeczkę. I tu juz nie było tak kolorowo. Wchodziła znacznie ciężej, były chwile zawahania, trwało to dłużej, ale wszystko zostało zjedzone. Smak już nie był taki słaby. Bardzo mocno trąciło pieluchą. Ja zjadłem dwie i się najadłem, a kolega zjadł 4. Obyło się bez wymiocin.
Powiem tak.
Historie i filmiki są troszkę przesadzone, albo to ludzie byli bardzo delikatni

Z mieszkania zapach bardzo szybko wywiało, ręce po 5-cio krotnym szorowaniu CIFem nadal śmierdzą kałem człowieczym. Jednakowoż da się to zjeść i jest to bardzo ciekawym doświadczeniem. Więcej się tego nie podejmę