trwa ładowanie paska...
05-02-2012, 10:25:04 *
Aktualności:
Wybierz jezyk:
 
   Forum   Zaloguj się Rejestracja   Tagi
Strony: 1 2 3 ... 7 » Ostatnia +   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Historia wstrętu  (Przeczytany 12662 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przeglądają ten wątek.
mgr_scout
Kierownik forum
Opinii: (0)
*
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
wiadomości: 4847




« : 07-12-2009, 14:20:57 »

Cytuj
Historia wstrętu
Autor: Anna Kierzek

Wstręt to uczucie niesmaku i obrzydzenia względem jakiegoś obiektu; uczucie to towarzyszy ludziom od zarania wieków. A irracjonalne obrzydzenie żywione do niektórych potraw, czy „rzeczy jadalnych” jest chyba uniwersalną cechą ludzką – na dodatek, jak twierdzą niektórzy antropolodzy – wyłącznie ludzką. Aby dana rzecz była wstrętna, ohydna, musi posiadać co najmniej trzy cechy: musi to być coś, co można zjeść; coś, co kiedyś żyło (lub jeszcze żyje) i coś, co posiada moc czynienia innych rzeczy ohydnymi i obrzydliwymi. Ten ostatni atrybut jest przeważający – zdolność emanowania ohydą i możliwość przeniesienia jej na inne obiekty, z którymi to pierwotne źródło obrzydzenia miało kontakt, zdaje się być decydującym argumentem.

Ludzka pomysłowość posuwa się do perwersji w kwestii tego, co może uchodzić za jadalne. Najtrafniej obrazuje to pewne stwierdzenie: „wyobraź sobie najbardziej obrzydliwą i nieprawdopodobną rzecz, a jeśli nie jest trująca, na pewno znajdziesz kogoś, kto to jada”.

Karol Darwin w swojej książce „O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt” opisał taki oto incydent:  podczas swojej podróży po Ziemi Ognistej spotkał tubylca – ten z wielkim zainteresowaniem przyglądał się peklowanemu mięsu, którym posilał się przyrodnik. Tubylec nie wytrzymał i dotknął mięsa, po czym cofnął rękę z wielkim obrzydzeniem. Darwin zaś zaniechał dalszego posiłku, bo poczuł wstręt do mięsa, którego dotykał jakiś „brudny i goły dzikus”. Tak zrodziło się prawdopodobnie pierwsze naukowe podejście do problemu wstrętu. Zdarzenie to zilustrowało trzy kluczowe aspekty obrzydzenia: może kierować się ono zarówno ku artykułom spożywczym jak i osobom; uczucie to odnajduje się u ludzi o odmiennych kulturach; w poszczególnych kulturach obiekty obrzydzenia są różne.

Aby temat obrzydzenia ująć najpełniej, trzeba się wyzbyć niestosownej w tym miejscu delikatności i przytoczyć kilka przykładów; oczywiście takich, które nie dotkną miłośników zwierząt, a u zapalonych podróżników być może rozpalą kulinarną ciekawość. Spośród setek przepisów na potrawy, opisanych przez brytyjskiego podróżnika i poetę Jamesa Hamilton-Patersona, dwa wydały się na tyle przyzwoite, aby je przytoczyć:

Potrawa zwana „buro”
Przysmakiem na Filipinach są wymyślne potrawy z psiego mięsa. Ale nie zawsze psy się jada. Otóż w prowincji Pangasinan znana i ceniona jest szczególna potrwa zwana „buro”. Przyrządza się ją w następujący sposób: przegłodzonego przez kilka dni psa karmi się podduszoną w solance mieszanką peklowanych jarzyn, pozwala mu się przez chwile trawić posiłek, następnie specjalnym uderzeniem kantem dłoni pod żebra, wywołuje się u zaskoczonego zwierzaka torsje. „Odzyskane” w ten sposób jarzyny zbiera się w garnek, doprawia przyprawami i „dogotowuje” na ogniu. Potrawa gotowa, pies może trochę zły (ale żywy) dostaje inny posiłek, który tym razem może strawić do końca...

Pinaluksong htpon -  skacząca sałatka
Głównym składnikiem tej sałatki są małe, żywe krewetki. Tubylcy podają do niej sok z cytryny – ponoć skropione nim krewetki, przestają się wiercić na talerzu – niestety, Hamilton twierdził, że jego krewetki skakały po talerzu, mimo dość sporej ilości soku cytrynowego – wydały się jedynie nieco poirytowane. Być może cytryna szczypała je w oczy? Lecz tym, co niepokoiło przyrodnika był nie o tyle ruch na talerzu, co cichutkie piski, jakie wydawały zwierzęta...

Odczucia zmysłowe jakich doznajemy podczas jedzenia są prawdopodobnie tylko w 10% wywołane przez rzeczywisty smak potrawy, a w 90% przez zapach. Tak naprawdę w jedzeniu towarzyszą wszystkie zmysły – zapach, smak, dotyk, wzrok i słuch (te piszczące krewetki...). Świadomość uczestnictwa wszystkich zmysłów w jedzeniu może nas zbliżyć do wyjaśnienia zagadki wstrętu, odczuwalnego względem niektórych potraw. Bardziej niż zły smak może nas zniechęcić konsystencja, zapach, wygląd i zachowanie przyszłej potrawy. Odczucie wstrętu angażuje emocje, zmysły i intelekt. Wstręt ma także wymiar duchowy.

Polskie grzyby i japońskie ryby fugu
Najprostsze wyjaśnienie teorii awersji pokarmowej można oprzeć na stwierdzeniu, że spożycie pewnych produktów (np. gnijącego mięsa) może spowodować zatrucie, lub przynajmniej ciężka chorobę, więc instynktownie i podświadomie reagujemy obrzydzeniem. Różne, indywidualne, awersje mogą z czasem stać się społeczną normą i tym samym wywrzeć wpływ na kulinarną kulturę danej zbiorowości. Ale i tu pojawia się wątpliwość: skoro tak jest, to jak wytłumaczyć fakt, że plemiona nadwiślańskie nie nabrały trwałej awersji do grzybów? Przecież co roku umiera ileś osób z powodu zatrucia grzybami, a my nadal uważamy je za przysmak? Kolejnym przykładem jest ryba fugu (z rodziny Tetroodontidoe), jedna z najsławniejszych w kuchni japońskiej. Japończycy nie czują do niej obrzydzenia, mimo że jej wątroba i jajniki zawierają jedną z najsilniejszych znanych trucizn - tetrodotoksynę, na którą nie ma odtrutki.  Jedna ryba zawiera jej tyle, że może zabić 30. dorosłych ludzi. Liczba śmiertelnych ofiar degustacji fugu sięga rocznie w Japonii 100-150 osób.

Wybredność – kulturowa specjalizacja
Każde społeczeństwo samo określa, jaka część zwierzęcia jest jadalna, a jaka obrzydliwa, nie nadająca się do konsumpcji. Decyzja podejmowana jest często w oparciu o prosty rachunek ekonomiczny – to, co jest dostępne na danym terenie geograficznym będzie traktowane z przyzwoleniem. I tak, w miejscach, gdzie występują ssaki parzystokopytne, raczej mało kto będzie smakoszem gadów i płazów. W rejonach gdzie ekonomicznie źródłem białka mogą być pędraki, szarańcza, czy duże muchy – ludzie mogą się brzydzić kiszoną kapustą, zsiadłym mlekiem, czy hamburgerami – po prostu – robaki zawsze były  dostępne i tańsze.

Homo Americanus
To szczególny gatunek człowieka; słynie z zamiłowania do podróżowania. Jako naród prężny i obrotny, Amerykanie mogliby pozakładać we wszystkich zakątkach świata kolonie i z czasem przejąć kontrolę nad światem -  na szczęście, większość z nich zawsze wraca do domu.
W ciągu swojego życia statystyczny Amerykanin siedem razy zmienia miejsce zamieszkania, wakacje spędza w samochodzie, przemierzając tysiące mil w ciągu tygodnia, a ze wszystkich podróży przywozi biegunkę i mrożące krew w żyłach opowieści o tym, czego to nie widział na talerzach tubylców. Największą siłą, jaka chroni resztę świata przed inwazją Amerykanów, jest ich wrodzona odraza do pokarmów, które spożywają nie-Amerykanie. W ich mniemaniu są po prostu niehigieniczne, niezdrowe i obrzydliwe.  A wszystko to przez postęp – produkcja żywności została tak zmechanizowana, że jeżeli jakiś Amerykanin sam przygotowuje posiłek, to jest to raczej praca laboratoryjna, nie kulinarne poszukiwanie przyjemności. Sama zaś przeróbka mięsa zmierza w jednym kierunku – aby usunąć wszelkie aluzje co do kształtu i konsystencji spożywanego stworzenia – bo to przecież obrzydliwe...  

Na podstawie: Krzysztof Szymborski, „Poprawka z natury”  Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 1999 rok.

Źródło: www.nawidelcu.pl

Potrawa "buro" wydaje się być do przygotowania w naszych realiach i warunkach Mrugnięcie
Zapisane

Chcę być dezerterem, który ma szansę powodzenia
KNAKiŁ
KKK - Kelly Kettle Klan
CZUJ-DYM!
McBren
Opinii: (0)
Ekspert
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 39
Miejsce pobytu: Pomorze
wiadomości: 3357





Ignoruj
« Odpowiedz #1 : 07-12-2009, 17:53:26 »

 Tak grzyby chyba jedzą wszyscy Słowianie (przynajmniej wschodni i zachodni), a reszta świata większość z nich za trujące. To chyba dlatego, że Słowianie pochodzą z Syberii i tak jak tamci szamani używali niektórych grzybków do wizji. A, że od innych nie było wizji, ale smakowały - więc chyba zostało (teoria własna).

Inne obrzydliwości IMHO:
 1. Na granicy Wietnamu i Tajlandii poją małpę  alkoholem, mocuję w stoliki i otwierają czaszkę. Móżdżek je się łyżeczką.
 2. Przysmakiem szkotów są podroby baranie gotowane w baranim żołądku.
 3. Eskimosi lubię wodorosty wyciągnięte z żołądków fok. Zresztą o inną zieleninę u nich trudno.
 4. O sało w czekoladzie już było.
 5. Rekina jakoś zakopują na kilka lat, żeby przestał śmierdzieć amoniakiem.
 6. ja bym nigdy w życiu nie ruszył tataru.
itd.
 Ogólnie obrzydliwość rzecz względna.

ps. 7. Niektórzy za przysmak traktują jądra, penisy lub zwierzęce oczy.
Zapisane
mgr_scout
Kierownik forum
Opinii: (0)
*
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
wiadomości: 4847




« Odpowiedz #2 : 07-12-2009, 18:45:04 »

Hehehe ale sało w czekoladzie jest na prawdę zacne Mrugnięcie Podroby gotowane w żoładku też brzmią nieźle Mrugnięcie
Zapisane

Chcę być dezerterem, który ma szansę powodzenia
KNAKiŁ
KKK - Kelly Kettle Klan
CZUJ-DYM!
Misiakus
Opinii: (7)
Zaawansowany użytkownik
****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Miejsce pobytu: Warszawa - prawy, górny róg
wiadomości: 439


Nosiciel i użytkownik kieszeni :)




Ignoruj
« Odpowiedz #3 : 07-12-2009, 18:53:26 »

Z grzybami to różnie bywa - ja mam odruch wymiotny na samą myśl o ich jedzeniu Mrugnięcie
Zapisane
mgr_scout
Kierownik forum
Opinii: (0)
*
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
wiadomości: 4847




« Odpowiedz #4 : 07-12-2009, 19:18:06 »

Grzyby... marynowane kurki/pieczarki są przepyszne, nie mówiąc o boczniakach smażonych, uszkach na wigilię etc Mrugnięcie
Zapisane

Chcę być dezerterem, który ma szansę powodzenia
KNAKiŁ
KKK - Kelly Kettle Klan
CZUJ-DYM!
kangoo
Opinii: (1)
Ekspert
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 41
Miejsce pobytu: Toruń
wiadomości: 763


Ignavis semper feriae.




Ignoruj
« Odpowiedz #5 : 07-12-2009, 20:24:45 »

No i wydało się czemu Kangurzycę karmię marchewką Chichot .

A serio, to nie tykam "owoców morza" , czerniny, móżdżku płucek . Prędzej zjem dżdżownicę niż homara.
Zapisane

POZDRAWIAM. 
Jeśli nie mam czegoś przy sobie ,to znaczy ,że nie jest do niczego potrzebne.
"Przecieki z samej góry mam,
Chłopaki, idzie potop!"
McBren
Opinii: (0)
Ekspert
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 39
Miejsce pobytu: Pomorze
wiadomości: 3357





Ignoruj
« Odpowiedz #6 : 07-12-2009, 20:40:48 »

 Mnie zawsze zastanawiały różnice smakowe w obrębie członków jednej rodziny. Zawsze z obrzydzeniem patrzałem jak dziadek z wujkiem wcinają golonkę. Moja mama nie ruszy zupy rybnej i rzeczy smażonych na oleju. Dla mnie znowu smażenie na smalcu strasznie śmierdzi, choć zjem tak smażone rzeczy. Bardzo lubię wzmiankowaną już zupę rybna, ale nie przepadam za schabowym (wiem herezje piszę).
 Lubię kaszankę, ale obrzydzeniem napełnia mnie czernina. Choć ja ogólnie jestem mocno wybredny, aczkolwiek potrafię się odżywiać w sposób "prosty".
 Przypuszczam, że przynajmniej jedzenia części rzeczy można by się nauczyć. Kwestia formy podania, samozaparcia i jakiejść naukowej podstawy (np. że to zdrowe, albo to jadali samurajowie;)
Zapisane
ordo
Opinii: (3)
Ekspert
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
wiadomości: 510




Ignoruj
« Odpowiedz #7 : 07-12-2009, 20:55:58 »

Zapach? Zgodnie z teoriami speców od reklamy - wygląd.

Przytoczę test:
-żarcie z McDonalds, aromat zgodny z naturalnym i inne takie pierdoły, ale bezwonny barwnik - np. zielone, czy fioletowe frytki - następnie posiłek oświetlany kolorowym światłem tak, aby człowiek nie widział koloru. Po zjedzeniu zestawu z ćwierćfunciakiem z serem, i oblizaniu się (smakowało jak zwykle) nastepuje zapalenie białego światła. Widok kolorów resztek porcji/drugiej identycznej porcji - efekt? Konkurs w rzyganiu na odległość.
Zapisane
RNL
Kierownik forum
Opinii: (0)
*
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 33
wiadomości: 2358




« Odpowiedz #8 : 07-12-2009, 22:25:19 »

A serio, to nie tykam "owoców morza" , czerniny, móżdżku płucek . Prędzej zjem dżdżownicę niż homara.

dżdżownice są niedobre, za to homar wspaniały. Jeno drogi. Ostatniego jadłem 2 lata temu na Zanzibarze. Cholera, smaka mi narobiłeś. A owoce morza- próbowałeś i nie lubisz czy nie lubisz z założenia?
Zapisane
kangoo
Opinii: (1)
Ekspert
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 41
Miejsce pobytu: Toruń
wiadomości: 763


Ignavis semper feriae.




Ignoruj
« Odpowiedz #9 : 07-12-2009, 22:30:40 »

Brzydzę się , irracjonalnie. Nie próbowałem , a  jak brachol zakąszał dymionymi omułkami ,to mnie aż wstrząsało Chichot .
Zapisane

POZDRAWIAM. 
Jeśli nie mam czegoś przy sobie ,to znaczy ,że nie jest do niczego potrzebne.
"Przecieki z samej góry mam,
Chłopaki, idzie potop!"
RNL
Kierownik forum
Opinii: (0)
*
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 33
wiadomości: 2358




« Odpowiedz #10 : 07-12-2009, 22:36:30 »

No to faktycznie kiepsko. Ale kiedyś spróbuj. Zacznij od krewetek, takich w zalewie, są najłagodniejsze. Małże mogą być zbyt wyraziste na początek, a ośmiorniczki mają duży fear factor, choć są bardzo smaczne- takie z puszki, najmniejsze ryzyko finansowe jak nie podejdą...
Zapisane
kangoo
Opinii: (1)
Ekspert
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 41
Miejsce pobytu: Toruń
wiadomości: 763


Ignavis semper feriae.




Ignoruj
« Odpowiedz #11 : 07-12-2009, 22:41:54 »

Ryzyka nie ma, brat jest wszystkożerny Chichot . Ja po prostu boję się wszystkiego co ma więcej niż 2x nóg ode mnie .
Zapisane

POZDRAWIAM. 
Jeśli nie mam czegoś przy sobie ,to znaczy ,że nie jest do niczego potrzebne.
"Przecieki z samej góry mam,
Chłopaki, idzie potop!"
prosiak
Opinii: (0)
Zaawansowany użytkownik
****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32
Miejsce pobytu: podlasie -> Olsztyn -> Londyn
wiadomości: 481


Nie jest tak źle, mogło być gorzej...


WWW

Ignoruj
« Odpowiedz #12 : 07-12-2009, 22:52:03 »

2. Przysmakiem szkotów są podroby baranie gotowane w baranim żołądku. 
Szkocki Hagis - mniam palce lizać

6. ja bym nigdy w życiu nie ruszył tataru.

Tatar - przypominają mi sie dawne weselicha  Mrugnięcie

ps. 7. Niektórzy za przysmak traktują jądra...
Czyli cynaderki  - też przysmak Uśmiech

Ogólnie lubę experymentowac z jedzeniem , zawsze gdy gdzieś jadę do innych krajów to próbuję przysmaków regoinalnych , jak i trunków .
Uwielbiam owoce morza - pod kazdą postacią - zawsze w jakimś nadmorskim kraju musze spróbować jakichś specjałów 
Podroby ( serduszka , żołądki , kaszaneczka , salcesonik , Goloneczka ) ... mniam
Śmierdzące sery pleśniowe , czym bardziej śmierdzi tym smaczniejszy Uśmiech
Ależ sie rozmażyłem , idę coś wtrąbić 
Zapisane

Zdjęcia z kilku moich wypraw ( strona całyczas w przebudowie):
http://picasaweb.google.com/grykomar

kilka filmów :
http://picasaweb.google.co.uk/grykomar2
mgr_scout
Kierownik forum
Opinii: (0)
*
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
wiadomości: 4847




« Odpowiedz #13 : 07-12-2009, 23:21:44 »

@Śmierdzące sery pleśniowe , czym bardziej śmierdzi tym smaczniejszy

+ 100 Duży uśmiech
Zapisane

Chcę być dezerterem, który ma szansę powodzenia
KNAKiŁ
KKK - Kelly Kettle Klan
CZUJ-DYM!
RNL
Kierownik forum
Opinii: (0)
*
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 33
wiadomości: 2358




« Odpowiedz #14 : 07-12-2009, 23:30:06 »

jakbym wiedział, to wysłałbym Ci Brie, który kupiłem ostatnio w "Żabce"...śmierdział jak topielec, a data ważności, czego w sklepie nie zauważyłem, była skrzętnie wycięta nożyczkami z opakowania...
Zapisane
Strony: 1 2 3 ... 7 » Ostatnia +   Do góry
  Drukuj  

 
Skocz do:  

Podobne tematy
Temat Zaczęty przez Odpowiedzi Wyświetleń Ostatnia wiadomość
zegarek Ogólne « 1 2 3 » Guldan 34 11277 Ostatnia wiadomość 16-02-2009, 21:06:40
wysłane przez madmun
linka Pozostały ekwipunek « 1 2 3 4 » El Karo 55 14200 Ostatnia wiadomość 26-02-2010, 21:16:04
wysłane przez Gomor
5.11 Ogólne « 1 2 » super 25 10386 Ostatnia wiadomość 26-11-2008, 08:54:54
wysłane przez regent
Camelbak -historia, wady i zalety-link Woda super 3 3345 Ostatnia wiadomość 24-02-2009, 09:59:52
wysłane przez AXE316