Witam,
W pewnej książce o tematyce survivalowej ("SURVIVAL. Techniki przetrwania", autor: Alexander Stilwell) napotkałem pewną frazę, której nie potrafię ogarnąć... Miałbym w związku z tym ogromną prośbę do forumowiczów, o pomoc w zrozumieniu tegoż zagadnienia.
Niezrozumiały przeze mnie tekst, dotyczy sposobu ustalania kierunków świata przy pomocy słońca. Wkleję może skan tego fragmentu, bo mi się nie chce przepisywać...
Rozdział III: Jak przetrwać na morzu, s. 48.

"Metoda wschodzącego słońca"...
Pokrótce objaśnię czego w tym nie czaję, tudzież jak ja rozumuję:
Na początku jest wszystko jasne: "
Słońce wschodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie.". OK, w porządku, ale już kolejne zdanie, wprowadza konsternację: "
Jeżeli znajdujesz się na północ od równoleżnika 23,5 stopnia szerokości geograficznej północnej, słońce będziesz widział na południu."...

No i jak to mam rozumieć? Czyli, że tam, gdzie zobaczę słońce, to tam jest południe? A o której godzinie ja to słońce mam zobaczyć, żeby znajdowało się na południu? Może w południe? A co jak ja to słońce zobaczę np. dzisiaj o godz. 15 (czyli niedługo przed zachodem)? Czy zgodnie ze słowami autora, to tam ma być to południe? Następne zdanie też nie jest lepsze: "
Jeżeli przebywasz na południe... bla, bla, bla
...słońce odbędzie drogę na północy."... A co to znaczy, że
słońce odbędzie drogę na północy? Czyli, że co? Analogicznie do przykładu poprzedniego, tam gdzie zobaczę słońce, to tam ma być północ? Nie...
A w tej tabelce, te podane wartości wartości, to co to są? Azymuty? Na nic innego mi to nie wygląda, ale w ogóle jest toto nie opisane...
No i tak... Ja tu widzę trzy rozwiązania mojego "niezrozumienia", albo:
1. Jestem laikiem i się w ogóle na tym nie znam - co bardzo prawdopodobne i się nie obraże jeśli ktoś tak stwierdzi,
albo:
2. Autor niezbyt logicznie i niezbyt rzetelnie opisał tę metodę i na dodatek nie poparł jej żadnymi rysunkami ułatwiającymi zrozumienie sprawy,
albo:
3. Tłumacz coś nie tak jak trzeba przetłumaczył...
Podsumowując zacytuję pewnego kandydata na radnego Jaworzni: "
Ja pier..., nie wiem..."
Może ktoś, tak jasno, łopatologicznie to przetłumaczyć z "ichniego na nasze"? I jeszcze jakby tak poprzeć te wyjaśnienia jakimiś rysuneczkami, toby było fajnie...
A może ktoś ma tę książkę i też się nad tym zastanawia, co autor miał na myśli?
szept111