dywagacji ubraniowych ciąg dalszy

jest na tacticalu osobny dział, ale, że używałem dotąd mieszanki materiałów wzorów i stylu, to musiałbym każdy post wrzucać gdzie indziej i się by wszystko rozmyło; było już o tropiku i ciuszkach, teraz parę słów o warunkach zimowych, takich serio zimowych; od 14 roku życia chodziłem sam po górach, również zimą (ojciec z Bieskidów, to wiecie, prawie jak u babci po ogródku, tylko wilcy się pojawiali czasem) i przeczołgałem się od opinaczy, owczaka i rosyjskiej pałatki oficerskiej, przez większość wynalazków ubraniowych po goretexy itp. Moje obserwacje i doświadczenia spowodowały, że na "prawdziwą" ekstremalną wyprawę himalajską wziąłem....jeden polar więcej; Pusty zaśmiewał się z mojego sprzętu (dostałem wprawdzie etatowy goretex na wyprawie i polarek, ale o tym później), mówiąc, że go ukradłem z pomocy dla powodzian (pisałem o tym w kontekście latarek na torch.pl), a ja przyjmowałem to z godnością

rzeczywiście, jakby się przyjrzeć z bliska to miałem firmowe tylko buty (Becki Sierra- zniszczyłem do cna, tak, że przy zejściu musiałem mocować we własnym zakresie podeszwę do przyszwy, bo był przeciąg oraz Woflskiny za 199pln do siedzenia w Bazie) i polar Helly Hansen, reszta to produkcje dostępne w zwykłych sklepach sportowych, a nawet supermarketach (np. sandały na piance- wizualna katastrofa)

na grzbiet wkładałem: podkoszulek narciarski firmy Crane, ew. jakiś no-name'owy z sieci Aldi, następnie w zależności od warunków zewnętrznych polar HI-Mountain ("etatowa" 200-tka); polar HH z materiału Tecnopile (długie proste włosie, a nie grudeczki jak w Maldenie), którego używam 10lat i nie mam zastrzeżeń (pokażcie mi niezużytego na plecach Maldena po takim czasie- na wyprawach zawsze z plecakiem i po mieście też), goretex Hi- Mountian ("etatowy") lub kamizelkę puchową Yeti (podobną tylko HH kupiłem żonie na "ciuchach" za 10pln); Kiedy było naprawdę zimno (-30st) i miałem nasłuch radiowy, albo czuwalem przy chorym (była taka straszna noc, ale o tym może kiedy indziej) ubierałem...customowego "softshell'a" czyli czerwony wełniany (100%) sweter (taki golf rozpinany do połowy klatki piersiowej na zamku YKK) od mojej Teściowej (sama zrobiła) i puchową kurtkę (Pusty twierdził, że zdobyczna spod Makalu, cokolowiek to znaczy);
Na nogach do chodzenia do Bazy Wysuniętej (4950 m n.p.m.) i po lodowcu wspomnianie Becki (miałem tylko 1 parę butów na VIbramie, dlatego zawsze spały ze mną w namiocie przywiązane do niego, bo wichur czasem potrafi zabrać człowieka wraz z namiotem i głupio coś takiego zgubić), a do łażenia po Bazie Wolfskiny. Najbardziej podobała mi się mina sprzedawcy w Horyzoncie, kiedy poprosiłem o "buty do siedzenia w górach wysokich"
"chyba do chodzenia?" " nie do siedzenia" i musiałem sam wybrać, bo nie wiedzieli co powiedzieć; zależało mi na bucie, który będzie lekki i szybkoschnący, przy tym bardzo ciepły, właśnie w sytuacji siedzenia na tyłku nawet po kilka dni pod rząd samemu (ile można leżeć w śpiworze) skarpetki- cienka bawełna na pierwszą warstwę, wełna na drugą (siedzenie), skarpetki trekkingowe do chodzenia.
Tu istotna uwaga- Ci z Was, którzy się ubezpieczają w ramach Alpen Ferrain MUSZĄ zadbać o porządne buty, skarpetki i rękawice właściwe dla danej pory roku i rejonu wspinaczki, bo w razie odmrożeń to pierwsze co bardzo szczegółowo sprawdzają przed wypłaceniem odszkodowania.
kalesonki- Crane/no name, ale w Bazie chodziłem też w chamskich bawełnianych z pasmanterii pod moim blokiem, tyle, że granatowych

(bawełna odpada zawsze tam, gdzie ryzyko spocenia i przemoczenia bielizny);
Spodnie- takie ocieplane (stało Thinsulate, ale nie wiem czy prawda) ze stoiska z nartami w markecie; bez zastrzeżeń; miałem też p/wiatrowe z pseudomembraną "HI-Tech" firmy JMP (nawet nie wiem czy jeszcze istnieje), specjalnie kupione za duże, całe lata temu, z doszytymi szelkami- powstało coś w rodzaju "ogrodniczek");
Rękawice- Viking 3-warstwowe z wewnętrzną rękawiczką z polaru, pięciopalczaste, specjalnie za duże, żebym mógł palce wyjąć z palców rękawicy i zwinąć w pięść; z ciekawostek miały wszytą skrobaczkę do gogli i tzw. "gilownik" trójkąt miękkiego materiału pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym do wycierania nosa; to chyba wszystko na razie, o czapkach osobno;
do tego wszystkiego jeszcze standardowe, opisane wcześniej ubrania tropikalne, bo do południa potrafiło być +30st.C; kiedy trekkersi, którzy czasem zaglądali do nas pytali co robię w ciągu dnia tyle czasu sam w Bazie, odpowidałem, zgodnie z prawdą "przebieram się"

sniadanie w puchach, lunch w krótkich spodenkach (ale tylko jeśli pod namiotem, bo ineczej oparzenie słoneczne murowne) kolacja w puchach;
pytajcie, chętnie odpowiem